Kiedy usłyszeliśmy, że Asia i Marcin przenieśli ślub na rok wcześniej, bo akurat zwolnił się termin, wiedzieliśmy, że są tak samo szaleni jak my i koniecznie musimy być na tym ślubie. Potem zaskoczenie – nazwa sali. Kabanos. Naprawdę ktoś tak nazwał salę? Podwójne szaleństwo. Chociaż myślimy, że to jak wygląda ona z zewnątrz było największym zaskoczeniem w dniu ślubu. Toż to przecież już góry, a tam można pozwolić sobie na wszystko. Nawet na zrobienie tak genialnego wejścia.

Największą niewiadomą jak zawsze była pogoda. Siódmego października mogliśmy spodziewać się nawet śniegu, jednak naprzemiennie słońce i deszcz spełniły wszystkie nasze wymagania. W rodzinnych domach Asi i Marcina od razu poczuliśmy się jak u siebie. To zasługa super rodziców. Asia cały czas się uśmiechała, Marcin natomiast chyba nie do końca wierzył, że to się dzieje. Ich jesienny ślub bił emocjonalnością na kilometr. Uwielbiamy to uczucie, a dzięki temu i naszą pracę.

Po raz kolejny zdumieli nas podziękowaniami dla rodziców, podczas których wszyscy w popłochu szukali chusteczek. Nagraliście kiedyś piosenkę dla swoich rodziców? Jeśli nie to spróbujcie. Nawet jeśli nie potraficie śpiewać. Śmiech i łzy jednocześnie gwarantowane.

Zespół z genialnym wokalem nie pozwolił, aby parkiet był pusty. Siostra Pani Młodej zagwarantowała uśmiech gości podczas swojej przemowy, a na plenerze słońce współpracowało z nami tylko podczas picia kawy i jedzenia obiadu.

Cóż możemy powiedzieć więcej, Oni po prostu nas zabili. Swoim prostym szczęściem.

PS na koniec dorzucamy jeszcze highlights z tego cudownego dnia.

Miejsce przyjęcia: Przystań Kabanos
Zespół: Karaluchy http://www.zespol-karaluchy.pl
Suknia: Mendelssohn Suknie Ślubne
Makijaż i fryzura: Dotyk Piękna
Kwiaty: Traviata
Zaproszenia: Decoris Wedding Collection